Jak trzy rewolucje wzmacniają się nawzajem

Biologiczne podejście do sztucznej inteligencji określa się mianem nauki od zera. Źródłem inspiracji jest dla uczonych nie tylko życie owadów, ale również obserwacja różnorodności prostych struktur biologicznych i fizycznych, na przykład żabich oczu, neuronów i sieci neuronowych, DNA, ewolucji i mózgów zwierząt. Najdziwniejszych jednak (i najbardziej obiecujących) wskazówek dostarcza fizyka kwantowa atomu.
Nauka od zera polega na tym, że skonstruowane przez nas urządzenia uczą się wszystkiego od początku, tak jak robią to prawdziwe, żywe organizmy. Maszyny te, podobnie jak małe dzieci, wyciągają wnioski z własnych doświadczeń. Filozofię tę można podsumować w następujący sposób: uczenie się jest mowanie odtwarzające logikę i inteligencję, dołączyć kilka programów odpowiedzialnych za mowę i widzenie, dodać mechaniczne ręce, nogi i oczy i... uoila! - już mamy inteligentnego robota. W jego mózgu znajdzie się pełny zestaw informacji o zewnętrznym świecie, szczegółowy podręcznik opisujący reguły życia w naszej rzeczywistości.
Koncepcja ta opierała się na założeniu, że inteligencja może być symulowana przez maszynę Turinga, która stanowi podstawę działania wszystkich komputerów.0 Już wkrótce jednak okazało się, że tradycjonaliści nie zdawali sobie sprawy z niewyobrażalnych wprost trudności związanych ze sporządzeniem pełnej mapy ludzkiej inteligencji. Myślące komputery były ułomne. Poruszające się roboty wymagały ogromnych mocy obliczeniowych, a mimo to były nieprawdopodobnie głupie, nieporadne i powolne. Często gubiły się i nie wiedziały, co dalej ze sobą począć. W rzeczywistym świecie nie było z nich żadnego pożytku.
Thomas Dean z Uniwersytetu Browna przyznaje, że niezdarne, ciężkie roboty są konstrukcjami nad wyraz prymitywnymi. Dean twierdzi jednak, że jego maszyny „są wystarczająco sprawne, aby zejść na dół, nie zostawiając ogromnych rys na schodach".
Według jednego z pionierów sztucznej inteligencji, Herberta Simona, przedstawiciele szkoły „z góry na dół" strzelali często gole do własnej bramki, składając nierozważne obietnice. Ber-thold Horn z MIT opowiadał historię, która wydarzyła się w Bostonie podczas konferencji na temat sztucznej inteligencji. Pewien naukowiec oświadczył dziennikarzom, że w ciągu pięciu lat pojawią się roboty podnoszące przedmioty z podłogi. Horn odciągnął badacza na bok i szepnął:
- Nie obiecuj takich rzeczy! Inni też tak przepowiadali i mieli potem tylko kłopoty. Przecież nie wiesz, ile to naprawdę zajmie czasu.
-A, co mi tam - odparł naukowiec. - Zauważ, że wszystkie terminy, o których mówię, dotyczą czasu po moim przejściu na emeryturę.
-Ale ja nie będę jeszcze na emeryturze. Ci ludzie gotowi wtedy przyjść i dręczyć mnie pytaniami, gdzie są te roboty, które miały zbierać porozrzucane po sypialni skarpetki.